Nowoczesna stodoła

Wśród przedwojennych zabudowań, prawdziwą perłą architektury jest wspaniale zachowana stodoła z drewnianego bala. Została zbudowana w 1933r. przez pradziadków ówczesnych właścicieli.
Lena i Marcin – gospodarze nie kryją, że to właśnie brak wiedzy z dziedziny projektowania, proporcji oraz budownictwa uchronił ich przed stworzeniem miejsca, które już gdzieś widzieliście.
Folwark Ruchenka powstał dość przypadkowo, gdyż porządkowanie rodzinnej działki miało na celu zorganizowanie wyłącznie jednego wesela, właśnie Leny i Marcina. A swoją nazwę zawdzięcza prawdziwemu folwarkowi rolnemu funkcjonującemu nieopodal do czasu II wojny światowej o tej samej nazwie.
Na samym środku działki, mierzącej blisko 12 hektarów znajduje się Folwark Ruchenka z trzema budynkami gospodarczymi w typowym dla tamtych czasów układzie zagrodowym.
O etapach remontów opowiedzieli nam sami właściciele: 
Marzyliśmy o weselu w zupełnie innym wymiarze niż te, na których bywaliśmy do tej pory. Wiedzieliśmy, że potrzebujemy do tego pięknej oprawy miejsca, które w pełni będzie z nami korespondować. Podjęliśmy decyzję, że zorganizujemy wesele w stodole pradziadków. Początkowo miało to być tylko delikatne ogarnięcie, tak jak robiliśmy to na coroczne zakończenie wakacji dla naszych przyjaciół. Jednak apetyt rósł w miarę jedzenia. W naszych głowach rodziły się pomysły, które nie dawały nam spokoju. Oboje wiedzieliśmy, że stoimy przed szansą na spełnienie wielkiego marzenia, dlatego ani przez moment nie zwątpiliśmy w siebie. Większość osób zaś patrzyła na nas jak na wariatów, którzy porwali się z motyką na słońce. Ale im więcej było wątpliwości z zewnątrz, tym więcej było naszej pewności, że to dobra droga do stworzenia wyjątkowego miejsca. Oczywiście były również ciężkie chwile, były łzy, była presja czasu, ale nigdy nie było chęci zawrócenia. Dzisiaj wiemy, że to ta dziecięca wiara w marzenia pozwoliła nam je spełnić. 
 
STODOŁA
Jako pierwsza została odrestaurowana drewniana stodoła. Podczas prac kierowaliśmy się głównie praktyką i własną estetyką.
Jako że całe podwórko jest na szczycie sporego wzniesienia to zaczęliśmy od wyrównania poziomów stodoły (pierwotnie na skrajnych końcach różnica wynosiła 70cm), - wylaliśmy piękny, szlifowany beton. Zamieniliśmy środkowe słupy na boczne odkosy, które znacznie wzmocniły konstrukcję. Powstały dwa nowe tarasy – ten większy mierzy blisko 80m2 i podczas przyjęć służy jako taneczny parkiet zewnętrzny. 
Tworząc Ruchenkę zależało nam na skierowaniu jej w nietuzinkowym kierunku. Chcieliśmy mieć miejsce wyróżniające się w Polsce wyjątkowymi elementami, charakterystycznymi tylko dla nas. Taras połączony jest ze stodołą ogromnymi przesuwnymi drzwiami. Do ich stworzenia została wykorzystana oryginalna ściana z 7cm bala, która fachowo została okuta w dwie przesuwne ramy. Ramy ze względu na dużą wagę przesuwa się zarówno na górnych, jak i na dolnych płozach.
Pomysł na przeszklenia w wierzejach powstał z chęci stworzenia miejsca oryginalnego, ale także z punktu praktycznego. Obserwując również grymaśną, polską pogodę szybko stało się jasne, że potrzebujemy w dwie z czterech wierzei wstawić szkła, co pozwoli przy każdej pogodzie cieszyć się pięknym widokiem. Tutaj z pomocą przyszła nasza przyjaciółka i architekt – Malwina Mąka, która wspiera nas do dziś, a efekt wspomnianych przeszkleń prezentujemy na zdjęciach.
Cały remont zwieńczyliśmy doborem odpowiednich mebli. Stoły robiliśmy sami z wyheblowanych desek, a prawie wszystkie dodatkowe elementy (komody, okrągłe stoły, elementy dekoracyjne) pochodzą z rodzinnych pamiątek. Tak powstała nasza „nowoczesna stodoła".
 
BUDYNEK GOSPODARCZY
Ze względu na to, że wszyscy nasi goście byli przyjezdni to bardzo potrzebowaliśmy pokoi noclegowych. Jeden z budynków był wprost do tego stworzony. Wraz z niezagospodarowanym poddaszem budynek zmieścił 5 pokoi z łazienkami oraz toalety do ogólnego użytku.
Większość prac wykonywaliśmy sami, w tym mozolne odkrywanie przedwojennych cegieł. Budynek wymagał wzmocnienia fundamentów, ponieważ będąc na szczycie wzniesienia miał lekkie przesunięcie. Wylaliśmy nowy, mocniejszy strop i betonowy wieniec, który utrzymuje piękną, starą, glinianą dachówkę.
Przy wykończeniu pokoi nie szukaliśmy prostych rozwiązań. Łóżka, lamperie i wszelkie dodatki wykonał nam miejscowy stolarz. Ten sam, który robił nam podłogę w korytarzu i pokojach. Na podłogę położyliśmy sosnowe deski, mimo, że właściwie wszyscy odradzali nam to drzewo (miękki gatunek) – to my widzieliśmy stare, sosnowe podłogi w domu po pradziadkach i zależało nam, aby zbliżyć się do tego efektu. Udało się.
  
OGRÓD
Zwieńczeniem naszych remontów było stworzenie części zielonej. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby przyjrzeć się glebie, spadkom oraz terenowi jak zachowuje się np. podczas ulewnego deszczu.
Na całym naszym wzgórzu jest gleba o pierwszej klasie, co z jednej strony pozwala na uprawę szlachetnych gatunków drzew i roślinności, z drugiej zaś jest koszmarem (nawet po lekkim deszczu ziemia długo utrzymuje uciążliwą lepkość, a w czasie suszy wierzchnia warstwa zamienia się w kamień). Dlatego tutaj również podeszliśmy do sprawy profesjonalnie, utwardzając parkingi, drogi dojazdowe i alejki. Pod wierzchnią warstwą czarnoziemi, następnie warstwą gliny, znajdują się złoża wspaniałego żwiru – w związku z tym koszty utwardzeń mogliśmy znacznie zmniejszyć i tak też zrobiliśmy.
Czasu do pierwszego przyjęcia było bardzo mało, dlatego cały teren nawodniliśmy, ukształtowaliśmy nowe spadki, dodaliśmy kilometry drenaży, zasialiśmy trawę i bardzo niecierpliwie czekaliśmy na efekty.  Dopiero po takich zabiegach dziś, nie zważając na pogodę nasi goście mogą w pełni cieszyć się urokami wspaniałej przyrody i prawdziwej polskiej architektury, gdzie wiedza przekazywana była głównie z pokolenia na pokolenie. I do tej wspaniałej wiedzy mamy ogromny respekt i szacunek, dlatego przy remontach pilnujemy, aby duch przodków i wyjątkowa energia tego miejsca trwała wiecznie.
Założyliśmy fanpage i postępami z prac zaczęliśmy dzielić się w Internecie. Poza ogromnym sentymentem do rodzinnej działki, sam etap tworzenia nowej historii tego miejsca stał się naszą, nową pasją generującą ogromne zainteresowanie.
Gości zapraszaliśmy już od samego początku. Nie zważaliśmy na wszechobecny plac budowy. Naszym gościom często poza zachwytem towarzyszyło również przerażenie jak dalekie mamy jeszcze plany do maja (był grudzień 2016).
Bardzo szybko zrozumieliśmy, że nie ma odwrotu – trzeba iść na całość... 
 
Pomysł, prowadzenie: Lena i Marcin Bartoszewscy
Architekt: Malwina Mąka
więcej