Architekt:
Projektujemy sposób życia
Projekt do adaptacji nie musi oznaczać gotowego sposobu na życie. W pracowni Marta Szlachta projektowanie zaczyna się nie od powierzchni domu, ale od pytania o potrzeby jego przyszłych mieszkańców. Efektem jest kolekcja domów o różnej skali, połączonych prostą architekturą, naturalnymi materiałami i bliską relacją z otoczeniem.
Dom nie zaczyna się od projektu.
Zaczyna się dużo wcześniej: od sposobu, w jaki chcemy żyć. Od tego, ile przestrzeni naprawdę potrzebujemy. Czy chcemy żyć na jednej kondygnacji, czy wyraźnie oddzielić strefę prywatną od wspólnej. Czy pracujemy w domu. Jak dużo potrzebujemy przechowywania. Gdzie będziemy spotykać się przy wspólnym stole. Co chcemy widzieć rano po odsłonięciu zasłon i gdzie wypijemy pierwszą kawę.
Przy projektach indywidualnych odpowiedzi na te pytania poznajemy podczas rozmów z inwestorami. Kiedy zaczęliśmy pracować nad projektami gotowymi, pojawiło się więc inne pytanie:
czy można stworzyć projekt gotowy, który nie będzie próbował być domem dla każdego?
Gotowy nie musi oznaczać przypadkowy
Nie wierzymy w jeden idealny metraż.
Dla jednej osoby 60 m² może być wszystkim, czego potrzebuje. Dla innej rodziny dopiero 160 czy 170 m² pozwoli stworzyć dom odpowiadający jej sposobowi życia. Dlatego naszych projektów nie zaczynamy od założenia, ile metrów powinien mieć dom. Najpierw myślimy o funkcji. O relacjach pomiędzy pomieszczeniami. O świetle. Widokach. Przechowywaniu. Komunikacji. O tym, co powinno znaleźć się blisko siebie, a co potrzebuje odseparowania. O zapleczu gospodarczym, które często pozostaje niewidoczne na pięknych fotografiach wnętrz, a później ma ogromny wpływ na wygodę codziennego życia.
Dopiero z tych decyzji zaczyna wynikać powierzchnia.
Bo dobrze wykorzystane metry nie oznaczają dla nas wypełnienia każdego centymetra funkcją czy zabudową. Pusta przestrzeń także może mieć swoje zadanie. Może dawać oddech, światło, lepsze proporcje albo po prostu pozwalać wnętrzu pozostać spokojnym.
53 m². Kiedy mniej naprawdę wystarcza
M53 jest przykładem domu, w którym niewielka powierzchnia wymaga bardzo świadomych decyzji.
Dom ma 53,4 m². Jego funkcję rozdzielono pomiędzy parter o powierzchni użytkowej 29,7 m² i poddasze o powierzchni 23,7 m². Na dole skupia się wspólne życie domu, natomiast poddasze przejmuje funkcję bardziej prywatną. Dzięki temu na stosunkowo niewielkiej powierzchni możliwe było stworzenie czytelnego podziału bez dokładania metrów tylko po to, aby oddzielić poszczególne funkcje. To projekt, który pokazuje, że mały dom nie powinien oznaczać po prostu pomniejszonej wersji dużego domu. Wymaga innego sposobu myślenia. Nie chodzi o to, aby zmieścić jak najwięcej. Chodzi o to, żeby zmieścić to, czego naprawdę potrzebujemy.
59 m². Dom otwarty na krajobraz
M59 ma podobną skalę, ale zupełnie inaczej organizuje życie mieszkańców.
59,2 m² zostało rozwiązane na jednej kondygnacji. Prywatna część z dwiema sypialniami i łazienką została oddzielona od otwartej strefy salonu z kuchnią. W tym projekcie szczególnie ważna staje się jednak relacja pomiędzy wnętrzem i otoczeniem. Duże przeszklenia otwierają strefę dzienną na taras i krajobraz. Granica domu przestaje być tak jednoznaczna, a ogród wizualnie staje się kolejną częścią wnętrza. To jedna z rzeczy, do których często wracamy podczas projektowania. Poczucia przestrzeni nie tworzy wyłącznie liczba metrów kwadratowych. Tworzą je także proporcje, światło, wysokość pomieszczeń, osie widokowe i to, co znajduje się za oknem.
71 m². Kompaktowo nie musi oznaczać ciasno
M71 rozwija ideę niewielkiego domu w pionie.
Ma 71 m² powierzchni: 42 m² na parterze i 29,5 m² na poddaszu. Sama bryła pozostaje kompaktowa ma 8 m długości i 6,5 m szerokości. Podział funkcji pomiędzy kondygnacje pozwala oddzielić codzienną, wspólną część domu od bardziej prywatnej. Jednocześnie architektura pracuje nad tym, aby niewielka skala nie była odczuwana jako ograniczenie. Duże przeszklenie w ścianie szczytowej, widoczne w wizualizacjach projektu, wprowadza do wnętrza światło i krajobraz, a taras rozszerza codzienną przestrzeń domu na zewnątrz. Właśnie w takich projektach szczególnie widać, że przestronności nie zawsze trzeba szukać w dodatkowych metrach. Czasami więcej da odpowiednia wysokość, proporcja pomieszczenia, światło czy dobrze poprowadzony widok. M71, podobnie jak pozostałe prezentowane domy, został zaprojektowany w technologii szkieletowej. Ma drewniany dach krokwiowy i posadowienie na płycie fundamentowej.
Około 98 m². Jeden dom, różne scenariusze
M98 wprowadza do kolekcji jeszcze jeden ważny temat: elastyczność. Projekt został opracowany w dwóch wariantach funkcjonalnych. Jeden ma 97,9 m², drugi 97,3 m². Bryła pozostaje ta sama, ale zmienia się sposób organizacji jej wnętrza. To dla nas ważne, ponieważ nawet dwie rodziny wybierające dom o niemal identycznej powierzchni mogą potrzebować zupełnie innych przestrzeni. Inaczej wygląda dom osoby pracującej zdalnie, inaczej rodziny z dziećmi. Dla kogoś priorytetem będzie dodatkowe miejsce do przechowywania, dla kogoś innego większa przestrzeń wspólna. Nie chcemy więc myśleć o projekcie gotowym jako o sztywnym scenariuszu, do którego przyszli mieszkańcy mają dopasować swoje życie. Projekt powinien być dobrą bazą, którą można dopasować do konkretnego człowieka i konkretnego miejsca.
169 m². Więcej przestrzeni też może być świadomym wyborem
Świadome projektowanie nie oznacza dla nas projektowania wyłącznie małych domów.
M169 ma 168,7 m² i odpowiada na bardziej rozbudowane potrzeby mieszkańców. Większa powierzchnia pozwala stworzyć obszerną strefę wspólną, wyraźnie oddzielić część prywatną oraz wygospodarować potrzebne zaplecze. I właśnie tutaj wracamy do pytania o metraż. Dodatkowe metry nie są złe. Tak samo jak mniejszy dom nie jest z definicji lepszy. Jeżeli większa powierzchnia wynika ze sposobu życia mieszkańców, ich potrzeb i możliwości ma swoje uzasadnienie. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy metry zaczynamy dodawać automatycznie, bez pytania, co właściwie mają nam dać. Każdy dodatkowy metr powinien mieć powód. Czasem będzie nim większa sypialnia. Czasem gabinet, garderoba czy pomieszczenie gospodarcze. A czasem świadomie pozostawiona przestrzeń, która nie pełni żadnej mierzalnej funkcji, poza tym, że pozwala domowi oddychać.
Dom, który nie konkuruje z naturą
Choć projekty różnią się powierzchnią i programem funkcjonalnym, łączy je podobny język architektoniczny. Proste bryły. Dwuspadowe dachy. Naturalne materiały. Duże otwarcia widokowe. Ograniczona liczba środków formalnych. Wspólnym mianownikiem jest również technologia szkieletowa.
Architektura nie ma tutaj konkurować z otoczeniem. Ma być tłem dla światła wpadającego do wnętrza, zmieniających się pór roku, drzew widocznych przez okno i codziennych rytuałów mieszkańców. Projektując, często myślimy nie tylko o tym, jak dom będzie wyglądał z zewnątrz, ale również jak będzie wyglądał świat oglądany z jego wnętrza.
Bo duże przeszklenie nie jest dla nas wyłącznie elementem elewacji. Jest kadrem.
Gotowy projekt jest początkiem, nie końcem
Każdy dom ostatecznie powstaje w konkretnym miejscu. Ma swoją działkę, strony świata, sąsiedztwo, widoki i lokalne uwarunkowania. Ma też konkretnych mieszkańców. Dlatego zakup projektu traktujemy jako początek dalszego procesu. W ramach prac oferujemy m.in. adaptację projektu do lokalnych warunków i potrzeb inwestora, wsparcie w procesie uzyskania pozwolenia na budowę, mapy do celów projektowych oraz badania geologiczne gruntu.
To pozwala zachować ideę projektu, a jednocześnie osadzić go w rzeczywistym miejscu i dostosować do konkretnej sytuacji. Bo nawet najlepszy projekt domu nie istnieje w próżni. Architektura zaczyna naprawdę żyć dopiero wtedy, kiedy spotyka człowieka i miejsce.